Nieczęste chwile oddechu i jedna ja na placu boju

Ufff…klapnęłam właśnie ciężko na krzesło, postawiwszy przed sobą uprzednio laptopa i parujący kubek ciepłej, angielskiej herbaty (dzięki, Astrall!). Nareszcie fajrant! Wiosenna pogoda z jednej strony nastraja do działania (przecież zawsze obiecujemy sobie, że od wiosny zaczniemy: biegać, ćwiczyć, jeździć na rowerze, chodzić na basen, więcej wychodzić itp. itd.), z drugiej jednak skłania do zwolnienia tempa. Nagle na świecie robi się jaśniej, dni są dłuższe, a przez to i czasu jakby więcej. Człowiek chciałby korzystać.

No i można robić „hypsterskie” zdjęcia
w okularach przeciwsłonecznych

Ale nie ja.

Ja jestem, jak zwykle, w ciągłym biegu. Kiedy nie pracuję, chodzę na jazdy albo spinning. Oprócz tego w ramach „samopomocy chłopskiej”, jak nazwała to kiedyś moja nauczycielka matematyki, pomagam znajomym w nauce. Przestałam już nawet przyjmować czekoladę w ramach podziękowania (w końcu jestem na diecie, a 4kg w dół to już nie przelewki, po co to psuć?). Jeśli natomiast nie uczę innych, uczę się – włoskiego, słówek na kolokwium, pytań z testu teoretycznego na prawo jazdy… dni mijają, a mój mózg nie zaznaje odpoczynku. Do tego ciągle mam na siebie nowe pomysły. A może poszłabym na basen? A może znajdę sobie jednak korepetytora z włoskiego? A może inny język, przecież w Kielcach musi być szkoła językowa? A tak w ogóle, to poszłabym na jeszcze jedne studia. Po co się zatrzymywać, skoro całkiem nieźle mi idzie?

I chyba dziś właśnie mój styl życia dał mi się we znaki.

Po dwóch dniach intensywnych ćwiczeń z rzędu bolą mnie wszystkie mięśnie. Uśmiecham się co prawda do tego „bólu”, bo to ten dobry ból, który mówi mi, że dałam z siebie wszystko. A jednak przeszkadza, sprawia, że dzień w pracy dłuży się niemiłosiernie, a każdy kolejny plik do przetłumaczenia zdaje się nie mieć końca. Jestem marudna i jakby zmęczona, mimo, że spałam całe 7 godzin. I nagle naprawdę, jak nigdy, tęsknię za domem…

Tak mi było dobrze w domu ostatnio
po co ja w ogóle stamtąd wyjeżdżałam!?

Do tego, upływają kolejne minuty, a ja powoli zdaję sobie sprawę, że od jutra – o matko, tak, już od jutra, zostaję sama. Sama na stanowisku na całe długie 3 tygodnie. Sama na placu boju, z wystrzeliwanymi we mnie co chwila, coraz to bardziej wymyślnymi prośbami i poleceniami. Blondi wraca 14.04. Ani się oglądam, a ona już cmoka mnie w policzek i mówi, żebym się trzymała.

A ja czuję, że jeżeli za chwilę nie złapię większego oddechu, to właśnie trzymać się nie będę.
Na szczęście strząsam z siebie to uczucie, silę się na spokój. Zewnętrznie jest w porządku, nikt nie widzi paniki. Ale wewnątrz dostaję obłędu od samego patrzenia na stos karteczek przypiętych do korkowej tablicy. To do, to do, to do, to do… tak, to wszystko jest do zrobienia.
„I na pewno przyjdą do Ciebie, żebyś zamówiła kawę.”
„No i pamiętasz, przyjadą zakładać rolety. Tu masz karteczkę z opisem kolorów, bo każdy chciał co innego.”
„A, no i jakby się skończyła woda/cukier/herbata albo długopisy, zadzwoń, o tu”
Blondi wydaje ostatnie instrukcje, a ja kiwam głową, obejmując dłońmi kubek z zieloną herbatą. Słucham, ale słowa przepływają jakby obok mnie. Powtarzam sobie tylko: robiłaś to już przecież, c’mon!

Dam radę? Nagle mam ochotę na te cudowne, ociekające czekoladą ciastka z ciągnącym się w nieskończoność karmelem, które przyniósł mi w ramach podziękowania włoski kolega (w tym wypadku nie wypadało odmówić). Nie wiem skąd wytrzaskuję silną wolę, żeby się jednak nimi nie zapchać…tak, dla poprawy samopoczucia.

Nie robię tego jednak, oddaję je czym prędzej koleżance, a to moje małe zwycięstwo trochę poprawia mi nastrój. Wychodzę z biura z gotowym planem. Po powrocie do domu, nadmiar energii wywołany strachem pożytkuję na gotowanie (pierwszy raz od miesięcy, rzeczywiście, od zera, gotuję sobie obiad! Na dwa dni!)

In the making…
Dwa posiłki w jednym
Brązowy ryż, kurczak w przyprawach i mix warzyw z pieczarkami. Jakim cudem mogło mi się to wydawać takie trudne?
Plan na jutro.

Jaki jest mój plan na jutro oraz na następne 3 tygodnie (z przerwą świąteczne obżarstwo)? Głębokie oddechy, obcasy na nogach, dużo herbaty i jeszcze więcej uśmiechu.

A na razie więcej herbaty i relaks przy muzyce. Na przykład takiej: Cozy Evening ze Spotify

Trzymajcie kciuki

P.S. Wpis o wszystkim i o niczym. Ale mnie jest lepiej, a przecież o to w tym wszystkim chodzi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s