David Bowie nie ukształtował mnie jako człowieka.

Proszę, powiedziałam to. Twórczość Davida Bowiego w żaden sposób nie wpłynęla na moje życie. Może oprócz tego jednego razu, kiedy piosenka Space Oddity posłużyła jako intro do koncertu U2, na którym miałam przyjemność być. Twórczość muzyka (i aktora) znam na tyle, że w rozmowie nie wychodzę na kompletną ignorantkę. Oprócz tego – zupełnie nic. Nie moja epoka, nie mój świat.

drawing-1135457_1920

Nie zmienia to, rzecz jasna, faktu, że szanuję samego zmarłego przedwcześnie artystę i rozumiem jakie znaczenie jego dorobek artystyczny miał dla rozwoju muzyki popularnej. Niewątpliwie, David Bowie był ikoną. Ikoną rocka, ikoną stylu, symbolem piękna odnajdowanego w odmienności. Lata 60., 70. i 80. należały między innymi do niego. Dlatego, mimo, że nie rozdziera mnie wewnętrzny smutek po jego utracie, chętnie czytam wzmianki o tym, jak swojego kolegę po fachu, inspirację i mentora wspominają inne gwiazdy.

Ale…

No właśnie, i tu pojawia się “ale”. Ale w przeciwieństwie do wielu moich znajomych, nie podzieliłam się informacją o jego śmierci na Facebooku. Nie wyznawałam, zupełnie nagle i bez kontekstu (mając lat ledwie 26), że 69-letni muzyk rockowy miał na mnie ogromny wpływ za dzieciaka. Nie byłam pierwsza w kolejce do zamieszczenia wpisu o nim i o tym jaka to niepowetowana strata dla całej muzycznej społeczności i świata w ogóle.

A mogłabym. A może powinnam?

Owczy pęd versus obowiązek kreatora treści?

Płynnie przechodzimy zatem do rozważań okołoblogowych. Widzicie, jestem w tym wszystkim nowa i – nie boję się tego powiedzieć – zupełnie zielona. Ciągle jeszcze błądzę trochę po omacku, co i rusz potykając się o prawa i zasady rządzące blogosferą. Jednak, jeśli jedno wiem na pewno, to to, że linia pomiędzy ślepym podążaniem za tłumem, a obowiązkiem na podjęcie którego pośrednio decyduje się każdy kontrybutor treści w Internecie, jest bardzo cienka. Niezmiernie ciężko jest znaleźć w tym wszystkim złoty środek.

sheep-451184_1920

Z tego, co udało mi się wyczytać do tej pory, szkoły są dwie.

Z jednej strony, bloger, podobnie jak dziennikarz pisze przede wszystkim dla odbiorców. Ma zatem obowiązek być dobrze poinformowany oraz względnie szybko na te informacje reagować – czy to blogowym wpisem, wzmianką na fanpage’u czy krótkim, ale ostrym jak brzytwa i nieprzeciętnie inteligentnym tweetem. Idąc dalej za przykładem wiadomości o śmierci Davida Bowiego, od takiego blogera oczekuje się zatem, że się wypowie. W rezultacie, generuje to niezliczoną ilość, bardzo podobnych, zawsze smutnych, albo przynajmniej melancholijnych notek. Z mojej perspektywy, mija się to z celem. Bo to trochę tak, jakby świat nagle się zatrzymał. Jakby nie działo się nic innego, bo umarł jeden człowiek. Wielki, to prawda, ale człowiek.

Zdaniem innych, blogera porównać można raczej do hobbysty. Kogoś, kto znajduje swoją niszę i zajmuje się właśnie nią. Zatem, jeśli dany blog poświęcony jest muzyce, filmowi czy szeroko pojętej kulturze i jeśli siedzącego przed komputerem blogera-melomana śmierć Davida Bowiego naprawdę głęboko dotknęła – to o tym napisze. Jeśli jakiś zafiksowany na kino lat 70. i 80. filmoholik uzna w cichości swego serca dzień śmierci Bowiego za jakiś fin de siecle – napisze o tym.

typewriter-407695_1920

A co z tymi, którzy są gdzieś na pograniczu? Co ze wszystkimi tymi blogami kulturalnymi z przedrostkiem “pop-“. Co z lifestyle’owcami, którzy mają chyba najszersze pole do popisu? Przecież sama napisałam, że David Bowie był niemal synonimem kultury popularnej? Przecież codziennie, w poniedziałek też, dzieje się życie. A do tego trąbią o tym wszystkie media.

Co mamy zrobić my, mniej skoncentrowani i bardziej “rozlaźli” blogerzy od misz-maszów i od “trochę wszystkiego”? Czy my także mamy obowiązek do spełnienia? Czy jednak wolność wyboru? Gdzie jest nasze miejsce?

Twój “kawałek podłogi” 

Ano, wygląda na to, że w Blogosferze jak w dżungli. Twoje miejsce jest tam, gdzie je sobie wywalczysz. Twoje miejsce jest takie, jakim je sobie stworzysz. Bo to Twój kawałek Internetu i to Ty tu (u)rządzisz. A popularność? Do niej też prowadzą dwie drogi: serce i wytrwałość, albo kopiuj i wklej.

Ja wybrałam, a Wy?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “David Bowie nie ukształtował mnie jako człowieka.

  1. Podpisuję się kocim odciskiem łapy pod tym postem. Mam dokładnie taką samą refleksję: Mnie ta śmierć nie poruszyła do żywego, chociaż szkoda mi zniknięcia kolejnej gwiazdy (a może to był statek kosmiczny?!). I też długo (ok, raptm kilka minut) dumałam nad tym czy mam napisać o tej śmierci na blogu. Ostatecznie się wstrzymałam, tak samo jak przed poinformowaniem w grudniu mojego facebooka, że spadł pierwszy śnieg. Dobra robota Ginger 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s