„Byłbyś kimś innym, to byś nie doświadczył”* czyli dlaczego na „Planetę Singli” pójść po prostu trzeba

Powiem Wam, jak to ze mną jest. Od pewnego czasu nie znoszę się do tego przyznawać, ale tak naprawdę jestem romantyczką. Taką do bólu, z sercem na dłoni i marzeniami wciąż na poziomie Ani z Zielonego Wzgórza. Wzruszam się nawet podczas reklam, a im bardziej reklama jest rodzinna i im bliżej Bożego Narodzenia – tym płaczę bardziej.

Na Planecie Singli też płakałam. Ale po kolei.

Ponieważ w kinie bywam dosyć często, trailer Planety oglądałam dobre kilka razy. Za każdym razem trykałam w ramię T. i robiłam zdegustowaną minę, mającą powiedzieć mu coś w stylu „o matko, kolejna durna polska komedyjka”. Tak, moi drodzy, od momentu, kiedy obejrzałam sequel mojego absolutnie ukochanego Nigdy w życiu, uważałam, że dobre polskie komedie romantycznie najpierw upadły, a potem zupełnie przestały już istnieć. Przerzuciłam się zatem na ich brytyjskie odpowiedniki i żyło mi się całkiem nieźle, a każda kolejna zapowiedź polskiej wariacji na temat komediowego romantyzmu, tylko utwierdzała mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam.

Aż pewnego dnia, nie tak dawno temu, pokusiłam się o zakup karty Cinema City Unlimited. Wiecie, 42 zł miesięcznie za nieograniczoną ilość filmów na dużym ekranie – dlaczego nie? Kiedy więc zadzwonił telefon i Czarny Kotu zaproponowała piątkowy wieczór z Planetą Singli, niechętnie, ale jednak się zgodziłam. I całe szczęście, bo gdybym „była kimś innym, to bym nie doświadczyła”! 😉

I z tego miejsca chciałabym bardzo przeprosić twórców Planety Singli za zbyt pochopne wnioski. Oraz bardzo prosić Was wszystkich – nie oceniajcie filmu po jednej zapowiedzi! Szczerze mówiąc, głęboko się teraz zastanawiam, ile dobrych filmów mi umknęło, bo odrzuciłam je z miejsca po obejrzeniu niezbyt zachęcającej zajawki…

Zatem, co takiego ma w sobie Planeta Singli, przez co w mojej ocenie stała się must see sezonu?

Postaci, które dają się lubić

Ja osobiście bardzo chętnie zaprzyjaźniłabym się z główną bohaterką. Ania jest taką trochę właśnie Anią z Zielonego Wzgórza. Młodą nauczycielką z nieco staromodnymi, ale uroczo niewinnymi poglądami na sprawy damsko-męskie, która próbuje się odnaleźć w tym całym randkowaniu w sieci. Tą postać kobiecą bardzo dobrze równoważy jej BFF Ola, która faceta z Internetu już ma – starszego i z dzieckiem. Z nią też bardzo chętnie bym się zakumplowała, przynajmniej wie dziewczyna, jak doradzić przyjaciółce, co na siebie włożyć!

Faceci też są niczego sobie, a absolutnie najbliżej do mojego ideału jest Tomaszowi Wilczyńskiemu. Tak, temu chamskiemu showmanowi bez serca, à la Jimmy Fallon. Tak, temu zabawnemu, charyzmatycznemu, utalentowanemu, wygadanemu, kreatywnemu i jakże przystojnemu Maciejowi Stuhrowi. Co prawda, żeby naprawdę gościa polubić, trzeba film obejrzeć do końca. Chociaż moje serce zabiło mocniej już przy pierwszym spotkaniu Ani i Tomka.

79f458906d0cacb00322ca2d0d279023

Zabawne historie

Bo historii w Planecie Singli jest kilka, a piękną klamrą spina je wszystkie właśnie postać Ani. I chociaż wszystkie opowieści są niebywale przerysowane, to nie ma szans, że nie zaśmiejecie się chociaż kilka razy. Czy to widząc kolejnych wybrańców losu, których spotyka Ania za sprawą internetowej aplikacji do randkowania w sieci, czy przyglądając się perypetiom Oli, Bogdana i ich córki Zośki. Salwy śmiechu gwarantowane! Relację Ani i Tomka zostawiam do oceny Wam samym, żeby nie powiedzieć za dużo i nie odebrać Wam radości z oglądania filmu.

905737a90b362ef8cfde1e92880f7d90

A że będziecie zadowoleni – jestem przekonana. Planeta Singli jest filmem lekkim i przyjemnym, który jednak w odpowiednich momentach chwyta za serce. Serio, nawet facet się wzruszy. Film czerpie inspiracje (chociaż niektórzy powiedzą, że bezpardonowo zżyna to co najlepsze) z produkcji amerykańskich i brytyjskich. I można by się do tego przyczepić. Tylko po co? Przełożenie podobnych w niektórych aspektach historii na realia polskie może tak samo cieszyć – bo wreszcie i w naszym świecie może wydarzyć się coś tak magicznego. A jedną z prawd rządzących światem jest ta, że każda historia miłosna jest koniec końców taka sama. Chłopak/dziewczyna spotyka chłopaka/dziewczynę (w dowolnej konfiguracji) i nagle nie widzą poza sobą świata… Dlaczego więc się czepiać, doszukiwać, wytykać i porównywać skoro można śmiać się do rozpuku, płakać jak dziecko i klaskać najgłośniej jak się da (razem z resztą sali kinowej). I po cichu marzyć sobie, że i nas kiedyś spotka coś takiego. Albo cieszyć się, że już spotkało!

Niezapomniane teksty

Ja z filmu (na którym byłam aż dwa razy w ciągu jednego weekendu!) wyniosłam coś jeszcze – kilka naprawdę dobrych, prześmiesznych gagów, które…bardzo szybko na stałe zagościły w moim słowniku codziennego użytku. Część działa tylko, jeśli widziało się film, niektóre natomiast są zupełnie uniwersalne. Więcej o tekstach z filmów, których używam na co dzień, a co wchodzi mi w nawyk niezmiernie naturalnie, napiszę Wam innym razem, między innymi dlatego, żeby uniknąć spoilerów z Planety.

ceee786d67f757a015324ccdf62db1bf

Pisząc o dialogach, warto też wspomnieć o tym, że (całe szczęście) bohaterom filmu zdarza się czasami soczyście, dobitnie i…całkiem naturalnie zakląć! Tak, wygląda na to, że to koniec epoki, kiedy każde „fuck” było przez nas zastępowane raczej komicznym „tere-fere”, a w polskich filmach słyszało się co najwyżej siarczyste „cholera”. Taki zabieg dodaje filmowi świeżości i autentyczności. I wcale nie boli w uszy!

Piękne ujęcia, kolory, wnętrza

Jeśli już absolutnie nic, o czym pisałam wcześniej Cię do tego filmu nie przekonuje (a ja nadal uważam, że powinnaś/powinieneś na niego pójść), to może jesteś człowiekiem, którego zainteresują cieszące oczy ujęcia. Takie, które naprawdę warto zobaczyć na dużym ekranie. Ok, to nie Zjawa, Mad Max ani Grawitacja. Nadal jednak naprawdę miło patrzy się na wszechobecne pastele, na skandynawskie wnętrza i idealnie dobraną do karnacji i ubioru szminkę głównej bohaterki. I nawet Warszawa jest w tym filmie jakaś ładniejsza.

0abeb97a94bc7ece94c4e35b92b17b28

Zatem idźcie i oglądajcie go wszyscy, z któregokolwiek z wymienionych powyżej powodów. Albo z zupełnie innego powodu.  Grunt, żebyście go obejrzeli. A zaraz potem podzielili się ze mną Waszymi odczuciami, na temat Planety Singli. To co, #jesteśmyumówieni?

P.S.

Czy wiecie, że… Ichabod udostępnił dziś na swoim facebookowym profilu ciekawą informację, dotyczącą innego „walentynkowego” filmu. Reklamowany jako film, na który można iść z dziewczyną w ramach Walentynkowej randki, Deadpool rozbił bank wszędzie…tylko nie w Polsce. A piszę o tym dlatego, że pokonała go właśnie Planeta Singli. I wiecie co, doskonale to rozumiem! Deadpool to taki „mój” film, i T. wcale nie musiał mnie na niego namawiać. Byliśmy w sobotę. Absolutnie uwielbiam komiksowych superbohaterów, a ta odsłona jednego z nich była rzeczywiście mieszanką komedii romantycznej, dramatu i filmu akcji. Fajnie. Ale – strzelam – około 90% procent polskich kobiet prędzej obejrzy komedię romantyczną. I tym razem im się to chwali! 😉

*Jedyny cytatowy mini-spoiler w całym tekście. Nasłuchujcie tego tekstu, bo warto!

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Byłbyś kimś innym, to byś nie doświadczył”* czyli dlaczego na „Planetę Singli” pójść po prostu trzeba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s