Jaki musi być ten zły, żeby był dobry?

Podsumowując niedaleką przeszłość stwierdzam, że grudzień bez dwóch zdań był dla mnie miesiącem serialowo-filmowym. Nadmiar wolnego czasu, spowodowany przerwą świąteczno-noworoczną spędziłam (wstyd się przyznać) przed ekranem komputera. Z drugiej jednak strony, nic w tym dziwnego, skoro wreszcie miałam okazję nadrobić wszystkie moje lubiane, ale zaniedbane i odłożone na „lepsze czasy” produkcje.

Dodatkowo, również za sprawą T., częściowo udzielił mi się hype gwiezdno-wojenny. Do tego stopnia, że na Przebudzeniu Mocy byłam w kinie dwa razy tego samego dnia. Nie, nie jestem fanką Star Wars i pewnie nigdy nie będę. Niemniej jednak, to właśnie Przebudzenie Mocy skłoniło mnie do głębszych rozmyślań na temat czarnych charakterów.

Czytaj dalej

Reklamy