Pamiętnik Ginger Jones: Jak zostałam trochę freelancerem

 

“Święta” zaczęły się dla mnie już 18 grudnia, dokładnie w chwili kiedy wsiadłam po pracy do BlaBlaCara. Wiecie, całą drogę słuchaliśmy radia, a tam mniej więcej co godzinę grali “Driving Home for Christmas”. Co prawda pogoda była mało zimowa, bo zamiast miękko opadającego na otulone ciepłymi rękawicami dłonie, puszystego śniegu, zwyczajnie zacinał marznący i wpadający zdradziecko za kołnierz deszcz. Niemniej jednak, to było moje własne, osobiste “Wracam do domu na Święta” i nie zamierzałam pozwolić sobie tego odebrać.

Mimo, iż w założeniu, miałam pracować. Zdalnie.

Czytaj dalej

Jestem ninją!

Przeglądałam sobie właśnie od niechcenia feed facebookowy, kiedy trafiłam na zdjęcie t-shirta stworzonego jakby specjalnie dla mnie. Zanim Wam ją jednak pokażę, zadam pytanie, które mnie w związku z tą koszulką naszło. Czy ja Wam właściwie mówiłam, czym ja się zajmuję na tym moim „kontrakcie”?

Nie? 

Otóż, jestem ninją. No, prawie. Co prawda nie biegam ubrana cała na czarno, a noże lepiej trzymać ode mnie z daleka (nie mówiąc już o katanach, czy innych shurikenach), ale lubię o sobie myśleć, że nawet bez tego – jestem ninją. Więcej!