Mój Share Week 2016

Zakładam z dużą dozą prawdopodobieństwa, że za ten wpis zabieram się jako jedna z ostatnich. Post w stylu share week jest z pewnością świetnym postem-powrotem do blogowania. Jednak nie dajcie się zwieść, nie jest on wcale wpisem łatwym.

Przez ponad miesiąc mnie tu nie było. Na początku ze zwykłego braku czasu, później głównie dlatego, że…nie bardzo wiedziałam, jak wrócić. Trochę wypadłam z obiegu, trochę zaniedbałam to moje miejsce w sieci, a wszystkie zaplanowane wcześniej posty wydawały mi się przeterminowane.

Czytaj dalej

David Bowie nie ukształtował mnie jako człowieka.

Proszę, powiedziałam to. Twórczość Davida Bowiego w żaden sposób nie wpłynęla na moje życie. Może oprócz tego jednego razu, kiedy piosenka Space Oddity posłużyła jako intro do koncertu U2, na którym miałam przyjemność być. Twórczość muzyka (i aktora) znam na tyle, że w rozmowie nie wychodzę na kompletną ignorantkę. Oprócz tego – zupełnie nic. Nie moja epoka, nie mój świat.

drawing-1135457_1920

Nie zmienia to, rzecz jasna, faktu, że szanuję samego zmarłego przedwcześnie artystę i rozumiem jakie znaczenie jego dorobek artystyczny miał dla rozwoju muzyki popularnej. Niewątpliwie, David Bowie był ikoną. Ikoną rocka, ikoną stylu, symbolem piękna odnajdowanego w odmienności. Lata 60., 70. i 80. należały między innymi do niego. Dlatego, mimo, że nie rozdziera mnie wewnętrzny smutek po jego utracie, chętnie czytam wzmianki o tym, jak swojego kolegę po fachu, inspirację i mentora wspominają inne gwiazdy.

Ale…

Czytaj dalej